poniedziałek, 29 października 2012

Konkurs z Agnieszką Lingas-Łoniewską






Witamy w kolejnej odsłonie naszego konkursu z książkami polskich autorów.

Tym razem do wygrania są najnowsze powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, składające się na trylogię Zakręty losu:

Zakręty losu
Zakręty losu-Braterstwo krwi
Zakręty losu-Historia Lukasa

Aby powalczyć o którąś z tych książek, należy wypowiedzieć się tutaj na blogu w poniższym temacie:

Opisz swoją ulubioną postać bohatera książki lub filmu sensacyjnego, skupiając się na jego charakterystycznych cechach, które sprawiają, że właśnie on lub ona może być wzorcem bohatera tego gatunku.

Na Wasze propozycje czekamy do niedzieli (4.11), do godziny 20.

P O W O D Z E N I A :)))

10 komentarzy:

  1. Chętnie wezmę udział w konkursie i nie ukrywam, że bardzo, ale to bardzo zależy mi na Historii Lukasa :-)

    A teraz kilka słów o bohaterze. Dla mnie takim bohaterem jest Jerry Noonan z powieści "Rowerzysta" Adama Zalewskiego. Dlaczego? Ponieważ Jerry to taki współczesny Robin Hood. Z jednej strony seryjny morderca, który zabija wszystkich stających mu na drodze. Oczywiście robi to w ramach zemsty, aby w końcu dopaść swojego ojca, którego obwinia o śmierć matki. Ta żądza zemsty zaczyna się u niego już w wieku 13 lat, kiedy postanawia sobie, że będzie oczyszczał świat z wszelkiego rodzaju szumowin. A z drugiej strony Jerry jako Kuba Rozpruwacz naprawdę budzi sympatię. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, abym wzbudziła w sobie pozytywne uczucia do bohatera, który bez mrugnięcia okiem pozbawia życia innych, po czym jak gdyby nigdy nic siada z przyjaciółmi do stołu z kubkiem kawy. To jest bohater tak bardzo złożony emocjonalnie, że można go i nienawidzić, i zarazem współczuć i dopingować do dalszego działania, pomimo że zbrodnie, które popełnia są tak bestialskie, że aż trudno w nie uwierzyć. Moim zdaniem Jerry to niezwykle negatywny bohater, ale mimo to wzbudzający w czytelniku pozytywne uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponieważ ząb czasu mnie już nadgryzł, więc sięgnę po mojego ukochanego. Gdy inne zaczytywały się "zapałkami na zakrętach", moje myśli krążyły wokół niego, moje stroje dostały frędzli, a twórcza inwencja skrzydełek...

    WINNETOU.

    Piękny, mądry, dzielny, odważny. Wódz i mściciel, a jednak jakże pełen pasji. Przyjaciel, wierny swoim przekonaniom i tym, którzy zwyczajnie kroczyli ścieżką prawdy. Indianin. Wtedy jeszcze można było używać tego słowa :( Kochałam go i kocham do dziś. Na szczęście nie widziałam filmu z niemieckimi brzmieniami, bo zawsze czerpałam jego mądrość tylko z książek. Oj dobra, Karol May nigdy nie widział czerwonoskórych na żywo, ale... stworzył bochatera, który kryminalistyczno-przygodowo, strasznie bochatersko wychodził z każdej opresji. Teraz już nie ma takich wodzów! TAKICH bochaterskich ludzi, zdolnych postawić na szalach całego siebie dla wolności innych... Ciekawe, czy ktoś jeszcze czyta książki Maya?

    To moja miara, do której przykładam wszelkich wodzów. Taka forma, w którą niestety żaden z nowomodnych się już nie mieści. Zresztą opowieści o Indianach odeszły do lamusa, czyż nie? Tęsknię za nim. Ale nocą... jest znów przy mnie! Kobiety mają wyobraźnię, co nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim ulubionym bohaterem filmowym jest Robert Nevill z filmu "Jestem Legendą". Wraz se swoim psem mieszka w Nowym Jorku, gdzie jest jedynym człowiekiem - reszta ludzi została opanowana przez wirus, który zamienił ich w agresywne potwory. Na co dzień był smutny, ponieważ jego cała rodzina wymarła, został mu tylko pies, który i tak w połowie filmu został ugryziony przez " psy - potwory " i sam się w potwora zamienił, biedny Robert musiał go udusić. W dzień zdobywał jedzenie oraz próbował wynaleźć szczepionkę na wirus, którego posiadali ludzie, a w nocy walczył o przetrwanie, ponieważ potwory wtedy wychodziły. Kiedy już traci nadzieję na wynalezienie szczepionki, staje do walki z potworami, podczas jednej poznaje kobietę z córką i próbuje zapewnić im bezpieczeństwo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziś nie podejdę do tego książkowo. A może jednak po części. Powód jest prosty - nie uważam "Informacjonistki" za książkę sensacyjną, za to Larę Croft z filmów już tak, a są one do siebie pod pewnymi względami bardzo podobne. I są kobietami - nie rozumiem, czemu mężczyźni mają być na piedestale w sensacyjnym świecie. Czemu nie silne kobiety, które potrafią znieść więcej niż towarzyszący im mężczyźni, a dodatkowo wciąż mają serce na właściwym miejscu?

    Obie kobiety podejmują się trudnych wyzwań. Obie są w jakiś sposób zranione, ale także silne i niesamowicie inteligentne. Mają swoje słabości, ale uważam, że w nich tkwi właśnie siła kobiet - bez względu na to, czy są wykreowanymi postaciami, czy żywymi istotami z krwi i kości chodzącymi po ulicach.

    Lara i Michael są kobietami, które mogą dla większego dobra zabić kogoś bliskiego. Nie boją się walczyć o życie, pakować się w tarapaty, by tylko rozwiązać zagadkę, dowiedzieć się czegoś, pozyskać informacje. Jeśli coś robią, poświęcają się temu w całości. W środku są zaś bardzo moralne i nigdy nie działają wbrew swoim przekonaniom. Są nieprzekupne. I gotowe na wszystko. Jeśli tylko w to wierzą. I to sprawia, że są doskonałymi bohaterkami sensacyjnymi.

    Swoją drogą chciałabym ekranizację "Informacjonistki".

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie ulubioną postacią z filmu sensacyjnego ,która może być wzorem bohatera tego gatunku jest wykształcony naukowiec ,tajny eks-agent służb specjalnych ,pracownik ściśle tajnej fundacji Phonix, MacGyver ,grany przez Richarda Deana Andersona .W każdym odcinku serialu swoją postawą i błyskotliwością dążył do rozwiązywania trudnych spraw ,wykorzystując swoją wiedzę,bez przemocy i posługiwania się bronią ( co widzimy ciągle na każdym kroku).Zamiast nich używał srebrnej taśmy i noża oficerskiego ( scyzoryka) lub innych materiałów (np.związków chemicznych),które znajdywał w zasięgu ręki ,a które pomagały mu lub jego towarzyszom wydostać się z trudnej sytuacji .Po prostu "z niczego" umiał zrobić "coś" użytecznego, aby działało na tyle sprawnie,by uratować czyjeś życie. Mac podejmował w każdym odcinku ryzykowne walki ze złem ,ale dzięki inteligencji i sprytowi potrafił wyjść nawet z najgorszych sytuacji. Chętnie pomagał innym ... Po prostu był "złotą rączką" ,dla której nic nie było niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybór nie był łatwy. Po głębokiej analizie zdecydowałem się na książkę Stephena Kinga „Zielona Mila.” Moja decyzja obejmuje równocześnie film zrealizowany na podstawie książki pod tym samym tytułem. Główny bohater nazywa się John Coffey, „tak jak napój, tylko inaczej się pisze"... i jest potężnym czarnoskórym olbrzymem, z natury bardzo łagodnym, nieporadnym, zagubionym w świecie, oskarżonym i skazanym za przerażającą zbrodnię, której rzekomo dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. W filmie wciela się w tę postać Michael Clarke Duncan, aktor zmarły we wrześniu 2012 roku. John Coffey jest wyjątkowy, posiada dar uzdrawiania. Używa swojej wyjątkowości dla ratowania innych ludzi, co go bardzo wyczerpuje. Jest też bardzo wrażliwy; czuje i zauważa rzeczy, których nikt oprócz niego nie spostrzega. Ten barczysty, dwumetrowy Murzyn o zasmuconych i załzawionych oczach zawsze wyciska łzy z moich oczu. Książkę czytałem tylko raz, ale film oglądałem niezliczoną ilość razy, toteż umiem już na pamięć cytat z którym się w jakiś sensie utożsamiam:
    „Jestem strasznie zmęczony bólem, który słyszę i czuję, szefie. Zmęczony tym, że ciągle wędruję, samotny jak drozd na deszczu. Nie mając nigdy żadnego kumpla, z którym mógłbym wędrować i który powiedziałby mi, skąd, dokąd i po co idziemy. Jestem zmęczony tym, że ludzie są dla siebie niedobrzy. To boli, jakbym miał w głowie potłuczone szkło. Jestem zmęczony tym, że nie zawsze mogłem pomóc. Zmęczony ciemnością. Czuję głównie ból. Jest go za dużo. Gdybym mógł z tym skończyć, zrobiłbym to. Ale nie mogę”.
    Ja niestety nie posiadam mocy uzdrawiania, ale też należę do tych ludzi, o których mówił Prof. Antoni Kępiński, że „bardziej czują, inaczej rozumieją i dlatego bardziej cierpią”... Te cechy sprawiają, że lubię obcować zarówno w literaturze, filmach i w życiu z takimi właśnie bohaterami. Szkoda tylko, że są na wymarciu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nareszcie ten długo wyczekiwany konkurs :-) O trylogii czytałam tyle dobrego a że sama jeszcze nie miałam szczęścia jej poznać, najbardziej zależy mi na jej pierwszej części. (choć ulubiona część autorki też kusi i to bardzo...)

    Pytanie wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Bo choć opisanie ulubionego bohatera nie powinno stanowić większego problemu, o tyle wybranie takiego, który byłby wzorcem dla całego gatunku, to już nie lada sztuka... Długo myślałam kogo wybrać ale wciąż wracałam do tej samej osoby – widać tak właśnie ma być i o niej mam napisać... Wzorem gatunku może i nie jest ale z pewnością może reprezentować bohaterów, którzy bohaterami nigdy być nie chcieli...

    Moja bohaterka jest osobą na wskroś przeciętną z którą naprawdę łatwo się utożsamić. Jest do tego stopnia niepozorna, że autor książki, J. Saramago, nie wysilił się nawet by nadać jej jakiekolwiek imię. Może to jawna niegodziwość w stosunku do bohaterki, a może zręczny manewr, dzięki któremu każda z nas może na moment wejść w jej skórę... Moją ulubioną bohaterką jest żona lekarza z książki Miasto ślepców (również Miasta białych kart). Kobieta którą mogłabym być ja, moja siostra czy moja koleżanka... Kobietą która żyje spokojnym, rutynowym życiu przy boku męża, który staje się jej wyznacznikiem. Kobietą która zapewne niepostrzeżenie przeszłaby przez całe życie gdyby nie wielkie nieszczęście, które nawiedziło miasto – plaga ślepoty. Problem z szybkością światła rozprzestrzenia się po mieście i tylko żona lakarza zdaje się być odporna na to białe przekleństwo... Moja bohaterka chcąc nie chcąc z minuty na minutę staje się kimś bardzo wyjątkowym. Kimś, kogo działania mogą uratować wiele istnień... Wyobraźcie sobie ile siły musi mieć ta kobieta, jak bardzo musi być wytrzymała by nie załamać się w świecie pełnym niegodziwości i zezwierzęcenia. W którym drugi człowiek, zakładając że nikt nigdy o tym się nie dowie, dopuszcza się największych niegodziwości... Jak sądzicie, czy w obliczu podobnej tragedii znaleźlibyście w sobie dość samozaparcia by walczyć o godny byt, nie mając najmniejszej gwarancji, że sytuacja kiedykolwiek się polepszy? W moich oczach żona lekarza z przeciętnej, niczym nie wyróżniającej się kobiety stała się wręcz nadczłowiekiem, gotowym nosić na swoich barkach największe ciężary... Moja bohaterka przeżyje masę wstrząsających chwil, padnie ofiarą wielu niegodziwości i upokorzeń, będzie zmuszona podjąć bardzo kontrowersyjne decyzje. A mimo to pozostanie sobą. Plaga przeminie a ona znów stanie się zwykłą, przeciętną kobietą. Żona lekarza, ostoja swojego męża, która spokojnie trwa przy jego boku by w chwili, gdy znowu zajdzie taka potrzeba, po raz kolejny przejść do działania...

    OdpowiedzUsuń
  8. W mojej głowie pojawiło się pytanie kto pojawił się pierwszy czy znany wszystkim James Bond symbol powieści i filmów akcji czy stojący nieco w tyle Tomasz N.N. znany większości jako Pan Samochodzik? Aby się tego dowiedzieć sięgnęłam do historycznych zasobów Internetu i już wiem, że to właśnie Jamesa Bonda mogliśmy poznać jako pierwszego. To właśnie on już w 1953 roku na kartach powieści „Casino Royale” Iana Fleminga zaczarował większość kobiet, które do tej pory sięgały jedynie po tak zwaną literatur kobiecą. Panowie z pewności nie mieli takiego problemu i zaskakujące przygody Jamesa od razu przypadły im do gustu. Wszak to przecież Bond stał się ikoną zarówno stylu jak i pomysłowych rozwiązań. Jego markowe garnitury i zaskakujące gadżety mogliśmy zobaczyć na własne oczy już w ekranizacji jego przygód w filmie Doktor No w 1962 roku. A teraz? Z biegiem lat, Bond stawał się coraz bardziej przystojny, jego gadżety bardziej nowoczesne, a jego przygody coraz bardziej zaskakujące. Nie mogę też zapomnieć o kobietach, który były zarówno jego partnerkami jak i obiektami, które wodziły na pokuszenie naszych Panów.
    Myślę, że jego pomysłowość oraz spektakularne wyczyny, które wprawiały w drżenie serca milionów dały początek takim bohaterom jak właśnie Pan Samochodzik, który być może nie tak elegancki lecz skryty w mroku tajemnicy przeżywał równie zaskakujące przygody. Myślę, że to dzięki Bondowi Tomasz N.N. przyciągał kobiety, a jego wyczyny w walce o odzyskanie historycznych skarbów dorównywały wyczynom Bonda w walce choćby o dobro jej Królewskiej Mości. Myślę, że ich zasługi są współmierne wszak skarby historyczne jak i dobra współczesne są równie wartościowe!
    Hmmm, a czy kiedykolwiek zastanawialiście się skąd MacGyver brał niezliczone pomysły i tworzył gadżety, które nieraz budziły w nas uśmiech i niedowierzanie? Dla mnie oczywiste jest, że czerpał on inspiracje od Bonda i jego niezliczonych pomysłów, aby uratować życie czy odnaleźć zaginiony skarb mający niejednokrotnie wartość sentymentalną obaj byli skłonni przeskoczyć największe wieżowce używając do tego choćby gumy do żucia i kawałka sznurka!
    James Bond to dla mnie prawdziwy mężczyzna, który klasą, stylem i pogodą ducha skłonny jest nadal porywać damskie serca, a jego przygody wprawiają największych męskich twardzieli w drżenie nóg. Właśnie on stał się inspiracją dla gatunku filmów i powieści sensacyjnych i przygodowych – bez niego nic nie było już takie samo. Przecież to Bond – James Bond!

    Wiesia.
    arielka666@interia.eu

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam szczerze, iż bardzo długo zastanawiałam się, kogo wybrać. Początkowo byli to Reinhold Messner i Jerzy Kukuczka – wspinacze i przedstawiciele literatury górskiej. Ostatecznie wybrałam jednak Tony’ego Halika, a właściwie Mieczysława Sędzimira Halika. Jego zainteresowaniami i umiejętnościami można by obdzielić kilka osób. Był podróżnikiem, lotnikiem, żeglarzem, dziennikarzem. Za co by się nie chwytał – robił to doskonale. Wielokrotnie otarł się o śmierć, ale to zupełnie nie zrażało go do dalszego pielęgnowania własnych pasji. Mało tego – tymi pasjami zarażał też swoje towarzyszki życia, a także entuzjastów podróży podczas prelekcji i wywiadów. Do późnych lat życia był ciekawy świata i próbował go zgłębiać całą cząstką siebie, na wszelkie sposoby. Potrafił poradzić sobie w każdej sytuacji, sztukę przetrwania miał opanowaną do perfekcji. Żwawo, szybko i odważnie reagował na niebezpieczeństwo – a to wyskoczył na spadochronie z płonącego samolotu, a to zastrzelił jaguara, gdy ten zbliżał się do jego syna. Był niezwykle sprawny fizycznie, energiczny i pewny siebie. Ale jego dusza podróżnika przejawiała również wrażliwość na piękno otaczającego świata. Swoje wyprawy utrwalał na fotografiach i filmach, aby móc potem podzielić się z czytelnikami i widzami zdobytą widzą i doświadczeniem. Halik znał wiele języków obcych, nie tylko tych popularnych, ale też potrafił rozmawiać z Indianami w ich rozmaitych narzeczach. Był zdeterminowany, zawzięty i ambitny, ale też do wypraw podchodził bardzo odpowiedzialnie, nie porywał się na coś, co wydawało się nieosiągalne i graniczyło z brakiem rozwagi. Jego zdyscyplinowanie i upór przysporzyły mu ogromnej sławy.
    Tony Halik jest dla mnie idealnym wzorcem bohatera literatury podróżniczej i przygodowej. We wszystkim, co robił był niezwykle prawdziwy, nie udawał kogoś, kim nie jest. Poprzez barwne, interesujące opisy miejsc i wydarzeń, przenosił czytelników w krainy, których sami nigdy by nie zobaczyli. Ukazywał obce kultury, tradycje, zwyczaje, dawał możliwość niejako przeżycia tych przygód razem z nim. Uczył, że w życiu warto mieć jakieś pasje, zainteresowania, które należy rozwijać. Tylko człowiek mocno zmotywowany na określone działania jest zdolny do osiągania daleko idących celów. I właśnie ich realizacja powoduje, że staje się on szczęśliwy, czuje, że żyje pełniej. Halik podarował ludziom nadzieję w to, że jeśli się czegoś naprawdę pragnie, nie ma rzeczy niewykonalnych. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych, wystarczy spojrzeć na jego biografię. Nigdy się nie poddał, był wierny swoim zamierzeniom i ideałom. Sądzę, że jest to nie tylko wzór bohatera literackiego, ale też wzór człowieka w ogóle. Żałuję, że nie było mi dane poznać go osobiście.
    Pozdrawiam
    dziecina1@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja odpowiedź będzie nieco przewrotna, opiszę bowiem postać będącą bohaterem (a dokładniej: bohaterką) kryminałów. Kryminały te są jednak wręcz sensacyjne – niesamowite i intrygujące. Używając słowa „kryminały”, mam na myśli książki (bo wszak od powieści w tym wypadku wszystko się zaczęło) i filmy (gdyż powstało wiele ekranizacji wspomnianych powieści, a w rolę opisywanej przeze mnie bohaterki wcielały się wspaniałe aktorki). Kogo mam na myśli? Pannę Jane Marple – postać stworzoną przez Agathę Christie – oczywiście.
    Starszą panią – niezwyczajnie zwyczajną, a może odwrotnie: zwyczajnie niezwyczajną. Osobę urzekającą, ciepłą, życzliwą i chętnie pomagającą ludziom. Wspaniałego detektywa – dzięki swej spostrzegawczości, przenikliwości i bystrości. Ale chyba przede wszystkim dzięki wścibskości – ale nie takiej wrednej, tylko tej wynikającej z ciekawości ludzi, związanej z chęcią ich poznawania. Panna Marple lubi obserwować ludzi i domyślać się historii, które nosi w sobie każdy człowiek. Umie kojarzyć i łączyć fakty. Potrafi dostrzec, że ludźmi, których pozornie więcej dzieli niż łączy, kierują często te same motywy. Wspaniała jest jej zdolność porównań i odnoszenia sytuacji znanych z rodzinnej wioski St. Mary Mead do wydarzeń, które wiążą się z prowadzonymi przez nią śledztwami. Potrafi zmylić przeciwnika: wydaje się cicha, niepozorna, nieporadna, zagubiona i roztargniona. Nie doceniają jej nie tylko przestępcy, ale również stróże prawa – wielokrotnie musi zmierzyć się z początkową niechęcią śledczych prowadzących „jej” kolejne sprawy. Dzięki opisanym cechom jest genialnym detektywem, moim zdaniem – idealnym. Z całą pewnością wykracza poza ramy epoki, w której przyszło jej żyć.
    Wspomniałam o adaptacjach utworów, których bohaterką jest panna Marple i odtwórczyniach jej postaci. Mnie osobiście w pamięć zapadły ekranizacje z Joan Hickson – chyba najbardziej zbliżone do literackiego pierwowzoru: zarówno jeśli chodzi o ich klimat, jak i postać głównej bohaterki. Warto obejrzeć także serię, w której w rolę Jane Marple wcieliła się Geraldine McEwan, a następnie (po dokonanej przez twórców serialu zmianie) Julia McKenzie. To adaptacje już nie tak wierne oryginalnym powieściom, ale kreujące postać panny Marple w sposób bliski temu, w jaki zrobiła to Agatha Christie. Najbardziej od pierwowzoru odbiegają filmy, w których rolę Marple odtwarza Margaret Rutherford. Nie są to klasyczne kryminały, tylko komedie kryminalne; a Marple w wykonaniu Margaret Rutherford jest bardziej przebojowa niż Marple znana z kart powieści – mimo tych zmian warto zobaczyć również te ekranizacje i podziwiać brawurową grę Margaret Rutherford.
    Moim zdaniem, czytelnicy (może przede wszystkim: czytelniczki) lubią czytać o śledztwach prowadzonych przez z pozoru zwykłe kobiety (mniej lub bardziej podobne do Jane Marple). Motyw ten w literaturze kryminalnej pojawia się wielokrotnie, przykładowo: dawna gwiazda public relations Agatha Raisin jest bohaterką cyklu M. C. Beaton; z kolei sprzątaczkę Lily Bard oraz bibliotekarkę Aurorę "Roe" Teagarden powołała do życia Charlaine Harris. Co łączy Agathę, Lily i Aurorę? Oczywiście: umiejętność rozwiązywania skomplikowanych zagadek kryminalnych.
    Również widzowie pokochali Jane Marple: najlepiej świadczy o tym fakt, iż postać tę kilkakrotnie wprowadzono do filmów, będących adaptacjami powieści, w których nie występowała. Stało się tak, na przykład, w przypadku filmu „Tajemnica obrazu” (wyświetlanego również jako „Dom niespokojnej starości”), będącego ekranizacją powieści Christie „Dom nad kanałem”. W oryginale zagadkę rozwiązuje małżeństwo – Tommy i Tuppence Beresford, natomiast w filmie oprócz Beresfordów w sprawę zaangażowana jest panna Marple.
    Opowieści (i te książkowe, i te filmowe), których bohaterką jest panna Jane Marple są naprawdę sensacyjne – trzymające w napięciu i zapadające w pamięć. Bezwarunkowo trzeba przeczytać i koniecznie – obejrzeć.

    olgarytel@wp.pl

    OdpowiedzUsuń