niedziela, 25 listopada 2012

Konkurs z Moniką Gałgan

Witamy w kolejnej odsłonie naszego konkursu:)

Tym razem do zdobycia jest debiutancka powieść Moniki Gałgan, zatytułowana "Biała izba". Autorka ufundowała 5 egzemplarzy książki. Aby o nie zawalczyć,  należy wypowiedzieć się w poniższej kwestii:

Co byś zrobił/a, gdyby okazało się, że wszystko, w co do tej pory wierzyłeś/aś jest nierzeczywiste, a ludzie, których kochałeś/aś nie istnieli? Jakbyś nagle znalazł/a się w samym środku reality „Truman show”, albo, co gorsza w Szpitalu Psychiatrycznym?

Na Wasze wypowiedzi czekamy tutaj na blogu, konkurs trwa do przyszłej soboty, do godziny 20-tej.
POWODZENIA:)

14 komentarzy:

  1. Gdybym pewnego dnia znalazła się w takiej sytuacji, że okazuje się, iż to,w co przez całe swoje dotychczasowe życie wierzyłam, nie istnieje, z pewnością byłoby to dla mnie szokiem. Sama ta sytuacja byłaby dla mnie nierzeczywista. Przecież nie byłoby łatwo uwierzyć, że ludzie, których znałam i kochałam, nigdy nie istnieli, że znane mi do tej pory życie było tylko jakimś snem.
    W takiej sytuacji pierwsze,co starałabym się zrobić, to uzyskać pewność, czy rzeczywiście "tamto" moje życie nie istnieje. A może z jakiegoś powodu ktoś teraz chce mnie wprowadzić w błąd i zaaranżował wszystko tak, bym uwierzyła w to, do czego on chce mnie przekonać? Nie mogłabym tak sobie pogodzić się z utratą tego, w co dotychczas wierzyłam i co było dla mnie wszystkim. Próbowałabym walczyć o odzyskanie mojego życia i gdybym miała choćby cień pewności, że to moje dawne życie istnieje, zrobiłabym wszystko, by do niego wrócić, wrócić do bliskich mi osób, do tego,co znam i kocham.
    Gdyby jednak okazało się, że rzeczywiście moje dotychczasowe życie było jedynie snem, iluzją, starałabym się obecne życie ułożyć na nowo, przyzwyczaić się do tego, czego zmienić nie mogę. Potraktowałabym to "nowe życie" jako np.szansę na uniknięcie błędów, które zdarzyło mi się popełnić w "życiu poprzednim".

    APRIL

    april.dp1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę, także udziału brać nie będę :)
    Ale życzę wszystkim powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co bym zrobiła? Pewnie najpierw popłakałabym się najzwyczajniej w świecie, ponieważ dla mnie moje dzieci są najważniejsze i bez nich nic nie miałoby sensu... Może popełniłabym samobójstwo, chociaż z drugiej strony tak bardzo chcę żyć, że nie wiem, czy bym się na to zdobyła? Chciałabym na pewno sprawdzić, czy to nie jest przypadkiem sen? Może jakaś wskazówka? Może dzięki temu mogłabym wiele rzeczy zmienić, być znowu zdrowa? Mieć szansę na tak wiele, poznać nowych, interesujących ludzi? Najciekawsze byłoby to jednak dla mnie, jak też najistotniejsze, by okazało się to tylko marą, nierzeczywistością i bym mogła z tego się wybudzić i znowu być ze swoją rodziną, w tej, czy innej rzeczywistości, to już wszystko jedno, ważne, że razem z nimi. Może byłoby to nauczką dla mnie, że trzeba cieszyć się z tego, co się ma i spędzać każdą minutę swego życia tak, jakby miała być ostatnią? Na pewno książka musi być niezwykła, powoduje bowiem wiele dziwnych emocji sam fakt zastanawiania się nad tym, jak by to było... brrrrr...
    asymaka.blog.interia.pl
    asymaka@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybym obudził się w szpitalu czy w jakiś tworze zwanym reality show, a moje poprzednie życie okazało by się iluzja. Najpierw rozebrałbym się do naga z ubrań bądź szpitalnego kitla i dokładnie obejrzał swoje ciało czy nie posiada żadnych cech charakterystycznych, czy anomalii typu blizn po operacji czy wkuciach. Moje ciało może mi powiedzieć prawdę o moim życiu. Następnie aby sprawdzić czy nie śnie okaleczyłby swoje ciało nacinając skórę tak abym krwawił, gdyż we śnie samemu nie można się okaleczyć. Następnie próbowałby w szpitalu odnaleźć akta na mój temat aby zobaczyć diagnozę i historie choroby a zarazem życia. Kiedym bym już wiedział z dokumentów szpitalnych coś więcej o sobie starałbym się dostać na dach szpitala. Widok dalby mi możliwość zaplanowania ucieczki i szukania prawdy na własna rękę. Na zewnątrz musiałbym dokonać analizy świata, któryby otaczał szpital aby mnie niczym nie zaskoczył podczas ucieczki. Ważne było by ustalenie jak bardzo świat się zmienił o momentu który pamiętam ostatnio. Nigdy nie wiadomo czy nie byłem w śpiączce klinicznej, lub faszerowany narkotykami do utraty przytomności i przetrzymywany latami bez świadomości. Kiedy już bym się odnalazł w obecnym świecie po ucieczce musiałbym zdobyć bron i jakieś dokumenty, a także ubrania aby zmienić wizerunek na mniej rzucający się w oczy. Znalazłbym bym bezpieczną kryjówkę i zdobył pożywienie na kilka dni, aby w niej bezpiecznie przeczekać do momentu ustalenia ”jakiejś prawdy”. Tam zastanowiłbym się jeszcze raz nad swoim życiem,. Nad tym co pamiętam co może być prawda, a co okazało się kłamstwem. Przede wszystkim musiałbym zadać sobie pytanie dlaczego akurat mi się to przydarzyło, kim byłem naprawdę i jaki miałem cel w życiu. Najważniejsze - musiałbym zadać sobie pytanie skąd wiedziałem co robić w tak niezwyklej i arcytrudnej sytuacji. Skąd wiedziałem ze muszę wyjść na dach, przygotować plan ucieczki, zdobyć bron, gdzieś się zaszyć i dlaczego zachowałem zimna krew. Dlaczego się nie załamałem, dlaczego się nie zabiłem! Odpowiedz nasuwa się jedna. Musiałem być kiedyś tego nauczony, ale dlaczego i po co! Być może całe moje życie, które wydawało mi się tym prawdziwym było przykrywka aby uśpić to kim byłem naprawdę. Co ważnego miałem dokonać… Czyżbym był szpiegiem… Musze się wyspać i jeszcze raz zastanowić się nad ostatnimi wydarzeniami . Musze odnaleźć prawdę o sobie.

    Piotr Stejn

    ps87@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli by mnie jakiś zawał wtedy nie powalił, to na pewno szukałabym swojego miejsca. Można go znaleźć wszędzie nawet w szpitalu psychiatrycznym.Jeśli bym była wolna ale ze swoja świadomoscią to na pewno musiałabym odpocząc tak w sobie. Najlepsze wtedy Bieszczady, w których jeszcze dużo spokojnych miejsc i tam próbowałabym dojsć do siebie. Jednak myślę, że każdym rankiem jakbym się budziła miałabym nadzieję, ze to był tylko sen jezyna122 marzenia13@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Budzę się pewnego dnia i jestem całkiem sam. Szok, zdziwienie, konsternacja to pierwsze słowa, które przychodzą mi do głowy. Gdzie podział się mój, poukładany świat i moi najbliżsi? Co ja robię w tej dziwnej pustce? Gdzie ja jestem i co się stało, że zostałem sam? Zadaje sobie miliony takich pytań ale nikt nie chce i nie może mi na nie odpowiedzieć. Jedyne co mi zostaje to stawić czoła zaistniałej sytuacji i próbować być silnym. Nie mogę się poddać presji i starać się żyć jak najlepiej. Może to ode mnie zależy los mojej rodziny? Jeśli się poddam i nie podejmę walki to nigdy się nie dowiem czy miałem rację. Trzeba wziąć się w garść, zacisnąć pięści i zęby żeby kroczek po kroczku rozwikłać tą zagadkę, z którą zostałem sam. A może to tylko zły sen i gdy rano wstanę wszystko będzie jak dawniej?
    galinamks@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapewne czułabym się oszukana gdyby okazało się, że to w co wierzyłam nie istnieje realnie. Jednak tak bywa nie tylko w pytaniu konkursowym, ale również w życiu prywatnym. Bardzo często w to co wierzymy lub w kogo okazuje się całkiem inne, nierealne i nierzeczywiste. Dlatego też uczucie to nie jest obce i każdy może poczuć jak to jest. Niestety.
    ania123423@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. 1/2
    Budzę się. Otacza mnie biel. Otwieram powoli oczy, niezdarnie podnoszę się na łokciu.
    - Gdzie ja jestem? - pytam samą siebie, jeszcze zbyt nieświadoma, by czuć lęk.
    Opuszczając stopy na zimnej podłodze spoglądam na ubranie, które mam na sobie - szpitalna piżama.
    Czyżby coś mi się stało? Czyżbym nagle zachorowała?
    W takim razie - gdzie są pielęgniarki? Gdzie szpitalny personel?
    Wstaję i powolnym krokiem podchodzę do drzwi. Otwierają się gładko, a za nimi pojawia się długi, opustoszały korytarz. Szpital spowity jest ciszą.
    Spokojnie idę przed siebie, po drodze otwierając każde drzwi. Wszystkie pomieszczenia są puste. W całym budynku nie ma żywej duszy.
    - Czy znalazłam się w kolejnej powieści Stephena Kinga? - pytam, wciąż nie rozumiejąc otaczającej mnie pustki.- A może śnię?
    Uchylam drzwi wiodące na zewnątrz. Panuje piękny dzień, a może noc - nie jest to ważne. Idąc przez wyludniony parking zaglądam do porzuconych bezładnie samochodów. Żywego ducha nie widać.
    Idąc wciąż boso przypominam sobie wszystkie podobne sceny, które widziałam w życiu. 28 dni później, Bastion, Miasto Ślepców. Ale to było kino, literatura, słowem: wyobraźnia. Nic z tego nie było nigdy prawdziwe.
    Aż do teraz.
    Człowiek, który nagle znajdzie się w rzeczywistości, która odbiega od wszystkiego, czego do tej pory znał, nie krzyczy. Nie rozpacza. Jak można rozpaczać nad czymś, czego się nie rozumie?
    Bo co się mogło stać? Wybuch bomby jądrowej? Nie, miasto wygląda na wyludnione w pośpiechu, jednak nie widać śladów żadnego wybuchu. Poza tym jeśli wybuch bomby mnie oszczędził, promieniowanie na pewno już by zabiło. W tej grze nie ma wygranych.
    A może choroba? Wirus, epidemia? W takim razie dlaczego nie ma żadnych ciał? Gdzie jest wojsko?
    Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden absurdalny pomysł, który wywołuje na mojej twarzy ironiczny uśmiech. Kosmici. To już na pewno byłby scenariusz filmu science-fiction, a ja znalazłabym się w samym centrum zdjęć. Tylko gdzie aktorzy? Gdzie kamery? I, co najważniejsze - gdzie ci kosmici?
    Idę przez wyludnione miasto i analizuję w głowie wszystkie, nawet najbardziej niesamowite, możliwe przyczyny okalającej mnie pustki. Mój racjonalizm nie pozwala mi popaść w obłęd.
    Jeszcze nie teraz.
    Czuję straszne pragnienie. Wchodzę zatem do pustej knajpy i przechodzę za bar. Biorę butelkę wody, jednak po namyśle nalewam sobie whisky.
    Napój przechodzi przez suche gardło niczym eliksir. Tak, to musi być sen; tylko we śnie whisky smakowałaby tak dobrze.
    Ponownie wychodzę na zewnątrz. Staję na środku ulicy i krzyczę:
    - Halo? Czy ktoś mnie słyszy? Halooo!
    Do moich uszu dociera jedynie echo moich słów. Żaden inny dźwięk. Nie zaskrzeczał żaden ptak, nie zabrzmiał ludzki głos.
    A jeśli nadszedł koniec świata? A jeśli Bóg, w tym całym rozgardiaszu, zapomniał o mnie? Teoretycznie to mogło się wydarzyć, wniebowzięcie niemal siedmiu miliardów ludzi to nie lada skomplikowana operacja.
    Ale jeśli zapomniał o mnie, to może zapomniał również o kimś innym?
    Idąc środkiem ulicy, wciąż analizuję wszystkie możliwości.
    Byłam w szpitalu... A może wpadłam w szaleństwo? Może wciąż jestem w pokoju, ale ten pokój jest bez klamek, a moje ciało skrępowane jest pasami? Jeśli to, co widzę, to jedynie moja wyobraźnia?

    OdpowiedzUsuń
  9. 2/2
    Wciąż idę, a mój umysł znajduje się na skraju obłędu.
    Po kilku godzinach staję przy kościele i, nie myśląc wcale o tym, co robię, padam na kolana.
    - Boże, wiem, że w ciebie wątpiłam. Jednak nie pozwól mi tu pozostać. Nie pozwól mi oszaleć.
    Podnosząc się z kolan czuję, jak łzy spływają po moich policzkach. Stojąc w miejscu, obracam głowę we wszystkie strony. Wciąż nic.
    Patrząc w niebo zastanawiam się, czy jeszcze kiedyś ujrzę na nim lecący samolot. Czy jeszcze kiedyś ujrzę żywego człowieka.
    A może znalazłam się w jakimś reality show? Może od wyjścia ze szpitala śledzi mnie oko kamery? Wbrew wszystkiemu, czuję, jak słabe światełko nadziei powoli się we mnie odradza. Jeśli to tylko jakiś durny program telewizyjny, kiedyś minie.
    Pokrzepiona tą myślą, wystawiam środkowego palec i obracam się wokoło własnej osi.
    - Jeśli mnie widzi jakaś kamera, a to wszystko to jakaś chora zabawa, pieprzę was.
    Tym razem idę pewnie przed siebie. Zachodzę do kolejnego baru i nalewam kolejnego drinka.
    - Dwadzieścia cztery godziny - mówię do siebie, po czym wychylam kieliszek.
    Daję sobie jedną dobę. Jeśli nie odnajdę odpowiedzi, zabiję się. Znajdę jakiś sklep z artykułami myśliwskimi, wybiorę sobie broń. W książkach polecają Smith&Wesson, kaliber .38; wielokrotnie to tą bronią bohaterowie odbierali swoje życie.
    Tylko czy taka broń znajdzie się w zwykłym sklepie myśliwskim?
    Nagle ten fakt martwi mnie bardziej, niż wszystko inne. Ta drobnostka sprawia, że czuję niepokój. Absurdalne, ale fakt, jaką bronią strzelę sobie w głowę, staje się moją obsesją. By uspokoić napływ myśli, piję prosto z butelki.
    Po chwili zaczyna do mnie docierać cała reszta. Rozluźniona alkoholem, zaczynam dopuszczać do świadomości fakt, że jestem tu całkiem sama. Pojedyncza łza spływa po policzku jako symbol tęsknoty za tym, co tak brutalnie zniknęło. Moja mama. Moje rodzeństwo. Przyjaciele.
    Nie pozwalając kolejnym łzom na wypłynięcie, nalewam kolejną dozę whisky.
    Gdybym rzeczywiście znalazła się w wyludnionym świecie, w paranoję wpadłabym dopiero tuż przez naciśnięciem spustu.
    paula.qrool@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. Wszystko - nic. Nie istnieje, co istnieje? Zastanawiałabym się, czy ja jestem, czy mnie nie ma. Próbowałabym odzyskać to, co znam. Zmusić rzeczywistość do powrotu stanu przed świadomością. Rzucałabym się z kąta w kąt, rozpaczałabym. Potem wzięłabym się w garść, chociaż serce pękałoby mi, bo kiedy cały świat runie a ja stoję- to coś jest nie tak. Powinnam zniknąć ze wszystkim, co znałam. Ale skoro zostałam, to muszę poznać to, co do tej pory było poza mną. Najgorsze byłoby jednak to, że nie potrafiłabym wierzyć. Nikomu i w nic. Pełny cynizm i obojętność - w końcu co za różnica, co zrobię, jeśli to kolejna maska? A nawet jeśli nie, to czy kolejny świat jest więcej wart niż ten wcześniejszy, wykreowany? Nawet, gdybym się zaklimatyzowała w nowej rzeczywistości, nie zaczęłabym ufać. To boli, ale niektóre blizny są bardziej dokuczliwe niż otwarte rany.
    waltwaren@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Co bym zrobiła? Zastanowiłabym się, czy świat, w którym się znalazłam jest na pewno rzeczywisty. Może rzeczywiste było to, co wcześniej? A teraz to tylko sen? Może śni mi się teraz, że tamto moje życie było snem? Oczywiście próbowałabym się obudzić z tego snu. Jak? Najprostszy sposób to poprosić kogoś o uszczypnięcie – tak jak w każdej innej sytuacji, która wprawia człowieka w niedowierzanie.
    Gdyby się nie udało… gdyby nie udało mi się obudzić, znaczyłoby to, iż to jednak nie sen. Zaczęłabym snuć domysły, iż może nie ma jednej rzeczywistości. Może jest tych rzeczywistości więcej? Równoległych? Alternatywnych? Może człowiek wędruje miedzy nimi? W nagrodę? Za karę? Może gdy człowiek nie docenia wartości, które posiada, zostaje przeniesiony do innej rzeczywistości, w której jest ich pozbawiony? I tak, pracoholik, który nie zauważa swojej rodziny, przechodzi do innej rzeczywistości – trafia do świata wielkich interesów i jeszcze większych pieniędzy. Jeśli nawet sam zainteresowany początkowo uzna to za nagrodę, wcześniej, czy później, zrozumie, że to kara.
    Zatem gdybym znalazła się w samym środku reality „Truman Show” lub w szpitalu psychiatrycznym, musiałoby to znaczyć, iż moje życie, to, które uważałam za prawdziwe, nie było prawdziwe w pełnym znaczeniu tego słowa. Było puste, pozbawione wyższych wartości. Było egzystencją, a nie życiem, pełnowartościowym życiem. Byłby to dla mnie sygnał, że jak najszybciej muszę postarać się coś zmienić… o ile nie jest na to za późno… o ile jeszcze się da… o ile jest możliwa droga powrotna – z „Truman Show” (bądź szpitala psychiatrycznego) do tamtej rzeczywistości, do bliskich mi ludzi. Pozostałoby mi wierzyć… wierzyć całym sercem, że taki powrót jest możliwy. Wierzyć i działać, oczywiście. W przypadku, gdybym trafiła do szpitala psychiatrycznego, takie działania byłyby trudniejsze. Szpital to, moim zdaniem, kara bardziej sroga niż „Truman Show”. Znalezienie się w reality „Truman Show” – jakkolwiek straszne – nie wiązałoby się aż z takim ubezwłasnowolnieniem, jak egzystencja w szpitalu psychiatrycznym. Tak, tkwiąc w „Truman Show”, łatwiej byłoby mi podjąć działania, które miałyby nadać mojej egzystencji głęboki sen, zmienić ją w prawdziwe życie, życie pisane z dużej litery… ba… życie pisane dużymi literami… ŻYCIE. Starałabym się poznać smak prawdziwego życia. Prawdziwego życia, a nie tej pogoni za… właśnie za czym? Więcej czuć, więcej dostrzegać, myśleć nad sensem życia w kontekście bycia tylko – ale i aż – jednym z istnień. Przecież moje istnienie może coś wnieść dla świata. To żadna megalomania. Mogę swoim życiem przysłużyć się innym. Każdy z nas może. Sprawiając, że ludzie wokół nas się uśmiechają; pomagając bezinteresownie tym, którzy tego potrzebują; uczciwie wykonując swoje obowiązki… Sprawiając, że ktoś o nas pamięta, ktoś nas wspomina, nawet gdy nas już nie ma…

    olgarytel@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdyby nagle znalazł się w Szpitalu Psychiatrycznym i okazało się, że wszystko, w co do tej pory wierzyłem jest nierzeczywiste, a ludzie, których kochałem nie istnieli i nie istnieją, wyskoczyłbym przez okno. Wolałbym umrzeć. Skoro nie istniałoby niebo i piekło, dobro i zło, w które wierzyłem, to nie chciałbym dalej żyć w ułudzie. Lepiej bowiem umrzeć i skrócić swoje cierpienia, niż wegetować, dalej się świadomie oszukiwać i skazywać na cierpienie.

    Konrad Staszewski

    konrad.staszewski@interia.eu

    OdpowiedzUsuń